pozdrowienia dla chorych na siebie
jest luty i mam na imię syberia, nie spodziewam się ocieplenia
wierzeń: takie skucie chłodem służy widoczności, choć nie wiem
już co nazywają bielmem i czy słuszne bywa jednocześnie trafne.
byłam niewątpliwie trafiona zapasem czucia na kolejny sens, brak
jednej setnej w istocie bytu został kojony i karmiony diabłem: czy
to nie upadły i anielski zarazem wybór? jest pamiętliwy w empatię
i epitafium związek z pustką większą od własnej: nieść komuś kawę,
której się samemu nie znosi, zakrywać go nocą przed oziębłością,
w jakiej się samemu tonie, płakać by drugie musiało być silne,
kochać syberię w grotesce powtarzalnych błędów – chłopięco. bo
lęk znika w cudzej odwadze, ból mija w cudzej odporności na klęski,
zapomnienie alternatywne do picia zawsze do usług w moim głosie,
a jednak ustaje i puszcza wolno i głupio w histerię samotniczego
toastu. tak się kończy misterium przejętego na sekundę ducha
walkirii, który nie ma gruntu na asymilację w biorcy. jest luty,
wygasłam - poznaję po zimnym oddechu, zimnym stąpaniu
od jakiego marzną mi podłogi, zimnej notacji na bielmie w sercu:
kochanie, rozszczep istnienia na własne i twoje jest zesłaniem
do sensatorium dla chorych na siebie, gdzie masz większe szanse.
Komentarze (10)
-
- Agnieszka Gałązka
- 02 lutego 2011, 23:28:10
chciałoby się częściej móc poczytać :)
-
- Jarosław Trześniewski
- 03 lutego 2011, 00:02:38
Skondensowany piękny wiersz, trzymający w napięciu od początku do końca.Tytuł- strzał w 10.
-
- królik z dżungli
- 03 lutego 2011, 00:25:33
Wiele świetnych fraz.
-
- Kamil Brewiński
- 03 lutego 2011, 01:03:18
!!!
-
- Tomek .
- 03 lutego 2011, 08:26:44
Cała gama ładnych konstelacji "okołozimowych". Zresztą, wczoraj wieczorem czytałem wiersz o nieco podobnym pejzażu. A że lubię zimę, więc dobrze mi się czyta utwory nie tracące na aktualności;)
Kilka kwestii, które w sposób szczególny przykuły moją uwagę:
- fajny mechanizm przerzutni, pracę nad nimi widać nieuzbrojonym okiem:),
np. ta pierwsza z wersu: spodziewam się ocieplenia/wierzeń...
- inna sprawa: lejtmotyw(y), który/e fabularyzują tekst; to dobrze, że zajęła się Pani np. przedefiniowaniem, problematycznością "nazewnictwa" "bielma", które z oczu osunęło się w... serce:). Abstrahując od konotacji śnieżnej semantyki "bielma" (białe, biel itp.) - patrzenie sercem peelki na adresata (?) przez to "bielmo" może być utrudnione, ale wszystko to ten "luty":)
- i jeszcze co mnie poruszyło, najważniejsze: psychiczny komensalizm dwustronnej relacji bardziej niż... tytułowe "chorowanie na siebie". Wydaje mi się, że nie zadziałała tutaj zasada: "w tę i we w tę". Korzyści odnosi tutaj raczej tylko jedna strona, tj.adresat wynurzeń.
- samooskarżenie lirycznego ego. Poszczególne stopklatli obrazujące różne imiona narracyjnej "oziębłości" są msz uprawomocnione wyjściowym założeniem (tzn. wejściem we frazę wiersza i płynącą z tekstu historią kobiety - "syberii"), natomiast metafora "tonięcia" w "oziębłości" pokazuje zewnętrzne źródło zimna, a mogłoby się wydawać, że "zimno" jest w środku, w syberii:)
Tyle moich spostrzeżeń po lekturze tego fajnego wiersza. -
- król lukru
- 03 lutego 2011, 10:34:12
"A panna Krysia królowała na turnusach nie od dzisiaj"
Super!!!! -
- K K
- 03 lutego 2011, 11:53:17
"jest luty i mam na imię syberia" - to brzmi bardzo mocno :), całość przeczytałam również z zainteresowaniem :).
-
- jola bielecka
- 03 lutego 2011, 17:23:10
dziękuję za te pozdrowienia, trafiają i to jak!
-
- Jan bez Ziemi
- 13 lutego 2011, 17:22:08
misterny!
bardzo dobry. -
- alicja wilczyńska
- 16 lutego 2011, 18:46:13
wisienka